| 2011 wrzesień sierpień lipiec kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń |
ever Jak dużo rzeczy ulega szybkiej zmianie. I jak śmiesznie patrzy się na tych, którzy, naprawdę, przepraszam - zostają w tyle.. Można-by zamknąć oczy, uśmiechnąć się pod nosem i nie mówić nic - i tak najczęściej to wygląda - nie mówię nic, tylko się uśmiecham. Tego wszystkiego uczy życie, a i my uczymy swoje życie zachowywać się w określony sposób. Bo nie mam w zwyczaju zajmować się czyimś życiem - niepotrzebna sprawa. Czasem tylko sama przed sobą myślę, zastanawiam się - jak to tak? Nie da się inaczej? Czasem tylko chciałoby się krzyknąć - obudź się! TAK, jesteś szarą masą, TAK, wszyscy są tacy sami, ale jednocześnie - każdy jest inny. ! I tylko patrząc na to wszystko tak przyszłościowo to co będzie z naszymi wnukami? Czy w ogóle je będziemy mieć? Najfajniej jest kiedy wraca się do korzeni siebie, zamyka w sobie i pozostaje na wierzchu, ale pod ukryciem szklanej bańki. Idę gdzie chcę jestem gdzie chcę i robię co chcę - a ona non stop przy mnie. Tak się człowiek uczył-z-czasem takich a nie innych zachowań. Ajajaj jak ja nieskładnie piszę. Cóż końcówka ciąży ponoć odmóżdża. Zgadzam się, cholernie ciężko się pamięta, a jeszcze gorzej skupia na czymkolwiek. Erght. Wiesz kochanie, fajnie, jakbyś rodził razem ze mną. skomentuj (0) ja i ty i jeszcze on I tak sobie myślę, choć to nierealne, że chciałabym tak zawsze. Zawsze robić Ci rano kawę i jedzenie do pracy, a potem brać kubek kakao i wracać do łóżka. Rzeczywistość materialna PRZEDE WSZYSTKIM utrudni mi takie pragnienie. Nie ma tu miesjca na pogadanki, że nie warto, że to jakieś ubliżające, że przesadne. Nie - bo kocham. I to TY wychodzisz na ciemny wiatr i marzniesz w nogi, a ja jestem spowrotem pod ciepłą kołdrą otulona spokojem. W każdym momencie może pojawić się wśród nas trzeci osobnik który też będzie lubował się we wstawaniu razem z tatą. Zwłaszcza na początku. I ja zapewne będę zmęczona i wykończona - ale cóż, takie są uroki macierzyństwa. To, do czego kobieta jest stworzona - krzyczcie na mnie, lub nie - POŚWIĘCENIE. To co pozwala z uśmiechem wstawać w nocy by tulić, karmić i przewijać. Lecz co mi jeszcze o tym wiadomo.. skoro nie skończył się mój kangurzy czas :) skomentuj (0) :) Coraz goręcej w środku jak i na zewnątrz. Jestem coraz bardziej okrągła w najpiękniejszym kawałku mojego ciała. I mam nadzieję, że wszystkie potrzebne kilogramy zbiera mój synek; nie dlatego, że boję się utraty szczupłego wizerunku ciała, lecz dlatego, że chcę, by był zdrowy i miał w sobie wszystko to, co jest mu potrzebne. Ach jak wiele się dzieje prostych i wspaniałych rzeczy.. Wygrałam trzy letnią walkę z męczeniem głowy stawiając sobie małe l. przed imieniem ( jak to śmiesznie by brzmiało ) Poza tym zmieniłam swoje dane, staję się coraz bardziej anonimowa dla tych, którzy dawno mnie opuścili, lub też opuściłam ich ja... A cudowne to uczucie - świadomość nie-po-trze-bo-wa-nia nikogo poza MĘŻEM, rodziną, maluchem i naprawdę - kilkoma osobami.. i każda z tych kilku osób może się teraz uśmiechnąć - bo wie, że o niej mówię :) Wspaniałe uczucie, budzić się rano, ledwie otwierając oczy, wtulić się w Ciebie i spać dalej. Ty, mój męski ideał, choć zaprzeczasz temu kręcąc przecząco głową, jesteś najistotniejszą istotą na tym świecie dla mnie. Bo jak to powiedział mi ktoś bardzo mądry i ważny dla nas obydwojga - teraz to TWOJE zdanie jest dla mnie zdaniem ponad inne zdania. Stoisz na wyżynie moich uczuć otulony czułością i moim zamglonym spojrzeniem. Będę zawsze kochać Cię tak, jak kocham teraz, z każdym dniem coraz mocniej.. I choć tyle rzeczy uległo zmianie - ewoluowało przez ten niespełna rok - nie obawiam się zmian. Nie często. Bo wiem, że mam przy sobie Ciebie, często tak samo zagubionego jak ja. I to pomaga mi, bo mam Ciebie, choćby nie wiem co, jesteś ze mną, przy mnie, non stop. I trzymasz mnie za ręce i unosisz wysoko ponad chmury - tam, gdzie zawsze świeci słońce. skomentuj (3) Do nas Czy ktoś myśli, że to wszystko jest takie proste? Nikt nie może sobie zdawać sprawy z tego, jak to jest, kiedy atakują z każdej strony inne emocje, inne uczucia, a samemu stoi się pośród tego jak przygłuchawy szczeniak - nie wszystko się słyszy a i nie wszystko rozumie. To był tak ciężki okres, który zostawiłam już za sobą, jednak czasem nachodzi mnie jego zapach, gęsta smoła, coś czegos nozdrza nie potrafią przefiltrować jak powietrza. To wbija się gęsto do mózgu i daje te sygnały, których chciałabym tak bardzo się całkiem pozbyć. Myśl - chciałabym dopiero dziś, wczoraj mieć w ogóle pojęcie o tym miejscu. Zaczynać to wszystko od początku z TOBĄ. Ale właśnie - nie wszystko jest takie proste. Miliony myśli i miliony rąk podniesionych do góry. Jedne rzeczy zapamiętuje się mocniej inne wpadają i wypadają z naszych głów. Ciepłe powietrze, gęste, nie daje o sobie za szybko zapomnieć. Mam obrany cel w życiu, bardzo jasny, mimo iż także trudny i kręty - będę podążać za TOBĄ niczym ślepiec, trzymając Cię mocno za rękę, ufać każdemu gestowi. Czuję się tak bezpieczna przy TOBIE, jakby wszystko wcześniej nie istniało, nie miało żadnego znaczenia. Jakbym to nie była ja. Przez te całe 20 lat, jakbym to w ogóle nie była ja.. Jestem jednak trochę nacechowana przez te kilka zaledwie miesięcy; doświadczona niechcianym doświadczeniem. Z jednego chyba nie wyrosnę - z napawania się dźwiękami. Każda piosenka jest dla mnie osobnym wspomnieniem, symfonią i przeniesieniem w odległe krainy. Tęsknię za domem babci. Nie potrafię opisać i sprecyzować tej tęsknoty, jednak jest dotkliwa i smutna. Chciałabym byś ciągle był przy mnie, za moimi plecami, idealnie do mnie dopasowany. skomentuj (2) Rybka I to wszystko zaczyna mnie tak niesamowicie wciągać, cały świat znika i jesteśmy my - teraz już prawie namacalnie troje. Zajmują mnie te wszystkie pierdółki, które kosztują masę pieniędzy tylko dlatego, że dodaje im się przedrostek specjalistyczny. Ale cóż z tego, skoro ostatnio moja rybka połaskotała mnie po brzuchu, tak delikatnie, jeden raz, żeby powiedzieć - "Halo! Ja tutaj jestem!" ... Mamo :) skomentuj (1) końcówka marcowa Muszę napisać, aby frustrację, taką już nawet spokojną, ale mimo to tkwiącą w umyśle moim analizującym, wypuścić. Krzysztof uczy mnie dystansu do ludzi. Trzymania ich na bezpieczną odległość; uczy tak ważnej dla mnie i wcześniej trudnej do opanowania sztuki NIE uzewnętrzniania się. I tak świat naprawdę staje się prawdziwy - zawęża się do malutkiej, najwięcej znaczącej grupki osób które stoją po mojej stronie. Choć i ona dzieli się na jeszcze mniejsze i bliższe systemy to i tak osób blisko jest wiele. A ja tak po prostu się zawiodłam. Nie zaskoczyłam, nie rozczarowałam. Trochę w duchu pozłościłam. I okropnie zawiodłam. Bo sądziłam, że poprzez "przyjaźń" która kiedyś gdzieś tam nas łączyła, przynajmniej opanuje się on przed wysnuwaniem zbyt daleko idących osądów. Teraz nie jestem pewna od jakiego czasu rozmawia o mnie z innymi ludźmi. Cóż - nie będzie mi dane się dowiedzieć, bo - i po co. Och, ale mogłabym Ci JA, tym razem, pieprznąć ogromne kazanie na ten temat. Bo cóż. Przez cały okres naszej znajomości byłam na każde kiwnięcie twego palca. Oczywiście, nie godziłam się na wypady za każdym razem, lecz leciałam, kiedy potrzebowałeś. Od samego początku miałeś problemy, które spadały na moje barki, a ja starałam się jakoś je przekładać na ludzki i jeszcze raz Ci tłumaczyć; nic z tego; zawsze wiedziałeś lepiej ( w sumie to nie wiem po co się do mnie zwracaleś. Chyba potrzeba Ci było osoby, która utwierdzi Cię w przekonaniu - tak, jesteś w czarnej dupie [ choć co śmieszne praktycznie nigdy nie byłeś ] ) I co śmieszne, może śmieszniejsze, to, co sądzisz o teraźniejszym moim życiu, o moim małym życiu, które rośnie mi w brzuchu - wcale mnie nie dziwi. Ludzie mają prawdy uniwersalne i dzięki temu przypisałeś się do najszarszej z szarych mas, bo pomyślałeś egoistycznie i subiektywnie. Bez jakiegkolwiek prawa do oceniania - bo kto Ci je dał? Ale to nic. To pytanie trzeba było zadać Ci już dawno temu. Bo przez jego większą połowę byleś dla mnie idealnym plotkowo-oceniającym panelem. Tablicą ogłoszeń wręcz. I pomimo że mi, poprzez mój charakter, ciężko przyznać się do pewnych zmarnowanych szans w życiu, to było tak. Był ten okres, poprzez który stwierdziłeś, że nie chcesz mnie takiej pamiętać - cóż z tego jednak? Co z Ciebie był za przyjaciel, skoro nie potrafiłeś mnie z tego bagna wyciągnąć? Nie zrobiłeś nawet najmniejszego kroku. Nic, by przywrócić mnie do realiów, nic by otrząsnąć. Jedyny Twój wysok miał miejsce pół roku później, gdy ja już spokojna, przywrócona do świata ukladałam sobie spokojnie swoją powieść. Wtedy nic w sumie nie mówiąc, powtarzając jedną i tą samą sentencję zaciąłeś się jak robocik. Nic nie wniosły nigdy Twoje kazania do mojego życia. A wiesz czemu? Bo Ty nigdy nie widziałeś tych najistotniejszych problemów, a tylko to, co łatwo było zmanipulować i ocenić inaczej. I dochodzę do wniosku, że cieszę się z takiego obrotu sprawy. Twoja zazdrość pokazała, że nie jesteś moim przyjacielem. A ja nie potrzebuję takich znajomych krypto-niewiadomo-co. A co w tym wszystkim najśmieszniejsze, mam dla Ciebie idealną kandydatkę ( cóż, zajęta ) która ma identyczny sposób na życie. Brakuje tylko puchowej poduchy, parapetu i ogromnego zaludnionego podwórka i haj-lajf! Notabene - macie ten sam znak zodiaku. Dziwne? Prawdziwe i potwierdzające miliony moich teorii. Ale kazania to w innym dziale życia. skomentuj (2) mhm Niemożliwym jest bycie człowiek nie-przejmującym-się. Ale można sobie w wielu kwestiach pomóc. Tłumacząc. Na swoje, swojej głowie. I tak właśnie żyję - tłumaczę przed samą sobą innych ludzi. Choć jawnie już tego nie robię; podejmuję radykalne kroki. Tylko dla tej mojej biednej główki, by szczędzić jej nerwów układam tłumaczki, cukrowe i słodkie, odpowiednie i logiczne. I wierzy i bardzo dobrze. Bo nie jest łatwo żyć w świecie wrzechnaprawiaczy, nieobiektywnych moralizatorów i zapatrzonych w siebie zazdrośników. skomentuj (0) |
. Fiolet |